sny przynoszą ostatnio więcej znaków zapytania niż codzienność. zamiast wyczekiwanej ulgi powodują zamęt w - już i tak chaotycznym - zlepku myśli. podejmuję kolejną próbę przetasowania priorytetów, ustalenia porządku działania, celów ale wszystko i tak trafia szlag... poświąteczne i ponoworoczne wyrzuty nadal aktualne. niespełnienie szuka ujścia jak zwykle nie tam gdzie trzeba, a stare duchy nadal z czułością prześladowcy nie dają spokoju.
paradoksalnie gdy brak mi człowieka... po prostu kogoś obok - towarzystwo przynosi jeszcze więcej samotności.
piątek, 30 stycznia 2015
sobota, 15 listopada 2014
piątek, 7 listopada 2014
poniedziałek, 15 września 2014
niemożliwie
tyle zmarnowanego powietrza, które nie stało się przyczyną powstania niczego nowego... a zmęczenie przybiera na wadze. ten większy oddech - w innym czasie mierzony, w innym miejscu zrobiony przyniósł jednocześnie ulgę i ból.
nie umiem tego wszystkiego na raz ogarnąć - nie umiem przeskoczyć samej siebie. gorzką prawdę popijam herbatą (tak właśnie!) mając nadzieję, że przełknę. ale to dławi do łez.
należę do tych naiwnych, wierzących, że całkiem źle być nie może, bo zawsze gdzieś tam jest jakieś światełko. ale chyba nie mam już siły, nie mam miejsca na kolejne siniaki. marudnieję. zgrzytam jak zepsute koło zębate. obojętnieję.
a w środku bałagan okropny. pląta się tam stary duch. bije serce mocniej, drżą usta mimo wszelkich prób przemówienia do rozsądku. tam wszystko bardzo się miota. bo pragnę niemożliwego.
nie umiem tego wszystkiego na raz ogarnąć - nie umiem przeskoczyć samej siebie. gorzką prawdę popijam herbatą (tak właśnie!) mając nadzieję, że przełknę. ale to dławi do łez.
należę do tych naiwnych, wierzących, że całkiem źle być nie może, bo zawsze gdzieś tam jest jakieś światełko. ale chyba nie mam już siły, nie mam miejsca na kolejne siniaki. marudnieję. zgrzytam jak zepsute koło zębate. obojętnieję.
a w środku bałagan okropny. pląta się tam stary duch. bije serce mocniej, drżą usta mimo wszelkich prób przemówienia do rozsądku. tam wszystko bardzo się miota. bo pragnę niemożliwego.
poniedziałek, 1 września 2014
poniedziałek, 26 maja 2014
szara naga jama
nastał jakiś dziwny czas rozliczeń. utknęłam w ciasnym kadrze i coraz brutalniej próbuję się wydostać, ale nie wychodzi. ludzie się wkurzają i ja się wkurzam bo wszystko jest nie tak.
z rozliczaniem siebie problem polega na tym, że wiesz wszystko. znam swoje grzechy i grzeszki, znam tą stronę do "nie-lubienia", wiem co mam z tyłu głowy. wiem o błędach i wpadkach i mrocznych sekretach... znam skale zniszczeń, za które nie mogę winić nikogo ... poza sobą.
nie wiem co mam ze sobą zrobić. nic nie wiem. do tej pory zawsze było jakieś światełko w tunelu... zawsze była wizja - choćby idiotycznie naiwnie nierealna - ale było "coś" za jakiś czas. a teraz pociąg przejechał i została po nim czarna dziura. szara naga jama po piecu. czyżbym odkryła właśnie pustkę?
wydawało mi się, że byłam jej świadoma, że przemieliłam ją wiele razy przez te wszystkie lata wstecz tu i na skrawkach papieru.
moja szara naga jama. ja - szara naga jama.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















