Dreams are renewable. No matter what our age or condition, there are still untapped possibilities within us and new beauty waiting to be born.

-Dale Turner-

środa, 1 sierpnia 2012

między nami

Wczoraj do ciebie nie należy. Jutro niepewne... Tylko dziś jest twoje*.

jestem w potrzasku. gdzieś pomiędzy wczoraj a jutro... bo czym jest dziś? dziś już nie ma. jest wieczne czekanie na jutro. bo to, co robię dziś jest przecież dla jutra.
tylko co to dokładnie znaczy?
przenikam pomiędzy sekundami codzienności, jakby tylko przejazdem wpadając do niej. nie przyznaję się do bliższych relacji z nią - co tu ukrywać rzadko bywały one dobre, ale teraz wolałabym chyba oschłe znajome "spadaj" niż tą niepewność zamkniętą w ciszy. zawsze bliższe to, co znamy.


pomiędzy twoimi słowami
zwijam się na kształt pytajnika

a ty mnie do snu ukołysz

oddechem
pod powieką nocy
zamknij mój strach


kochaj 


neriko - 03/2008  MIĘDZY NAMI

*) Jan Paweł II

sobota, 28 lipca 2012

ja soute

ostatnio czas nabiera innego znaczenia - odnajduje się w chwilach przejściowych w trakcie przemieszczania z punktu a do b, na chwilę przed zaśnięciem (krótką chwilę, bo ostatnio ag pada i od razu odpływa), w tych mikromomentach pomiędzy podjęciem decyzji czy skręcić w lewo czy w prawo.
zdarza mi się coś naskrobać, słownie coś ułożyć. ostatnio rzadko. ale po głowie i tak pętlą się słowa. trzaskają o ścianki czaszki scenariusze sytuacji nieistniejących. różnie z tworami tego typu bywa, jedne są lepsze inne gorsze. wszystko zależne od punktu ujęcia. mój jest bardzo prosty, i nad wymiar subiektywny (obiektywność w tym względzie uznaję za wręcz niedorzeczną). coś rusza lub nie.
a ostatnio rusza bardzo, szarpie, trzęsie, drży... ag zdominowany tym zupełnie, bo przyczyn racjonalnych znaleźć nie może. ale przecież uczucia z definicji racjonalne nie są.
więc ostatnio irracjonalnie nieobecna jestem - i choć w środku to wszystko kotłuje się i kręci nie umiem tego wyrzucić na powierzchnię. nie umiem pozwolić sobie na szczerość. każde słowo ważę aby się nie zdradzić, aby nie przesadzić - i kończy się to karykaturalnie, przeginam w drugą stronę. mówię to, czego nie chcę. ale prawda spogląda spod powiek, szuka palcami bliskości, zastyga na ustach.
piosenka na dziś - Brodka Saute


----------------------

a z innej beczki, trochę prywaty

Dla sympatycznej panny Madzi ze Skałki- obiecałam więc oto są - pozdrowienia z podziękowaniami za podtrzymywanie ducha kiedy we mnie go brak i za znoszenie mnie kiedy jestem niedobra. ściskam

niedziela, 22 lipca 2012

szaleńczo...

Sama nie wiem czym to powodowane, ale z zażenowaniem już chyba odkrywam, że łatwo mnie uwieść. nie łatwo się o tym dowiedzieć, ale to już inna rzecz. zapadam się w samej sobie. szaleństwo roi mi się głowie...

*"Powaga jest śmiertelna, a szaleństwo tworzy historię".

** "Drugi człowiek może być największą pasją życia. Największe pasje czasami zabijają.
i przychodzi ta ohydna koorva nasty panika again."

*-**)czerwiński piotr "przebiegum życiae"


wtorek, 10 lipca 2012

wątpliwie

podobno człowiek myśli cały czas - w sensie fizycznym mózg pracuje w systemie 24/7 nieprzerwanie bez względu na to czy chcemy czy nie. potoczne "nie myślałam/em w tamtej chwili" jest raczej słabą wymówką. nie tyle się nie myślało, co zezwoliło na prowadzenie instynktom niższym... ale nie o tym miało być. chciałam o myśleniu za bardzo, za często, zbyt intensywnie. wtedy człowieka nachodzi tyle pomysłów, że nawet najzwyklejsza oczywistość zostaje poddana próbie. traci wiarygodność. rzeczywistość traci ostatnio na sile. traci na mocy. jaskrawe kolory - choćby nie wiem jak idiotyczne wkradają się i burzą wygląd codzienności.
ag właśnie budzi się ze snu, choć może właśnie w sen zapada. ciężko stwierdzić. ag odnajduje się w światach, gdzie nic nie jest pewne. osoby i miejsca te same ... ale relacje różne, kolorowe, intensywne...
czasem obce, a jednocześnie jedyne możliwe.
pogubionym w tym wszystkim. sama nie wiem czego chcę, czego oczekuję. nie umiem rozpoznać tego co mi się wydaje od tego co jest. może nawet nie tyle nie umiem, co ciężko mi przed samą przyznać że jest tak jak jest.

nie ufam chyba jeszcze bardziej.

środa, 13 czerwca 2012

smelly cat

tak uroczo śpiewała o śmierdzącym kocie Phoebe z Przyjaciół. ag trochę jak śmierdzący kot - nawet bardziej jak śmierdzące jajo, które wszyscy ignorują, ale koty woli bardziej od jaj i Phoebe śpiewała o kocie a nie egg'u. no więc wracając do wątku głównego - trochę ignorowany się ag czuje. sprawy moje o  ile nie wymagają karcenia, tudzież popędzenia - nikną w gąszczu innych spraw ważkich i nieważkich - stworzenie standardu ofertowego do wysyłania pliku JPG wydaje się być kwestią istotniejszą na ten czas niż fakt, że ktoś robi za dwoje albo i więcej. ale i ag ma pewną wartość krytyczną - granicę, której przekraczać nie należy. stan wód podniesiony, groźba przecieków rośnie. czy starczy odwagi by utrzymać bojowy nastrój. czy starczy sił by podjąć walkę o lepsze warunki. czy starczy godności by odejść gdy zawiodą podjęte środki?
smelly cat... it's not your fault...


korzystając z okazji - ag internetowo śmiga zdalnie. na różowo. play'owo. 

poniedziałek, 11 czerwca 2012

w poprzednich odcinkach

internetowo nadal nie śmigam więc chwilowe problemy techniczne przeciągają się i zmuszają do kumulowania komentarzy. a komentować co jest i upamiętniać.

ag w stolicy
ag był i widział i... się nie zachwyca. zerwano mnie o 3 nad ranem (o ile dobrze pamiętam dzień wcześniej zaliczyłam dniówkę do 22), wsadzono do pociągu i to była jedna z milszych rzeczy tego dnia - w sensie podróż pociągiem). warszawa nie zachwyca - nie za ładnie pachnie, źle jest oznakowana - zaskoczenie moje wzbudził fakt, że nie ma co tam kupić do zjedzenia - w sensie nie znalazłam przez pół dnia fastfooda, knajpy, kebabbaru - owszem w złotych tarasach jakieś tam jedzonko było ale ludziów jak mrówków a i na dworcu mcdonald's jest wiec czemu cisnąć się akurat tam? ech, ja tam wolę moje śląskie zaścianki niż te wielkomiejskie dżungle. nawet katowice jakoś tak przyjemniej wyglądają (i dają jeść). a pozytywy tego dnia i warszawy w ogóle to super toaleta na dworcu (ale tylko jedna - wszystkie tak samo płatne ale ta jedna to pełen luksus) i księgarnia matras czynna na tyle długo, że zdążyłam kupić kilka książek.

ag w pracy
system monitorowania pracy naszej ruszył. uzbrojeni w elektroniczne kalendarze i wirtualne teczki zleceń śmigamy na minuty projektując, klejąc, rozmawiając. pełna inwigilacja. mnie nie przeszkadza aczkolwiek pewne wzburzenia na morzu pojawiają się co jakiś czas wzbudzając ogólne poruszenie. niestety stare nawyki zarządu rządzącego nie zostały całkiem wytępione i zasada w myśl której - każdy może robić wszystko funkcjonuje nadal; brak szacunku do czyjejś pracy także więc atmosfera bywa ciężka. powoli zaczynam gubić się w tej całej maszynie, trybiki zaczynają zawodzić a ja zaczynam myśleć, że to w końcu musi wszystko runąć z hukiem.

ag w domu
zmiany, zmiany, zmiany. pajęcze nóżki tu i ówdzie z lekka wzbudzały niepokój. ale długonogi śpiący w kącie mojego łóżka zmienił plany gorączki sobotniej nocy na sobotnie przemeblowanie. ag porozkręcał szafki, zdemolował trzy listwy przypodłogowe i gniazdko elektryczne ale akcja została uwieńczona sukcesem i organizacja moich małych czterech ścian uległa zmianie. jak się okazało niedobitki ostatnie zostały, ale miejmy nadzieję, że to ostatnie podrygi tej nieszczęsnej rasy. żeby była jasność - ja tam nic nie mam do pająków - dopóki zachowują ode mnie dystans. w każdym razie nowy porządek przypadł mi do gustu strasznie.

ag w agu
zmiany? ag czyta ostatnio sporo - z andrusem i czubaszek się śmiałam. choć i tam parę wątków do myślenia mi dało. ale ag chwycił w łapki ostatniej soboty "pokalanie" czerwińskiego i pochłonął go w kilka godzin. choć godzin ma ag ostatnio mało dla aga samego.

poniedziałek, 7 maja 2012

somwhere over the rainbow...

zmęczona jestem. generalnie powinnam teraz śmigać po tak długiej przerwie. jednak z dala od czasu i ludzi bardzo łatwo założyć, że teraz to się będzie twardym. bardzo łatwo jest stwierdzić, że jest ok tak jak jest. bardzo łatwo jest wymyślić sobie plan zmian. ale gdy człowiek znów zaczyna odmierzać czas wg standardów przedurlopowych (no ni chu chu nie da się inaczej) to wszystkie usnute w słońcu mocne postanowienia truchleją w zimnym miejskim klimacie. pająki swe sieci tkają - i na prawdę nie mam nic do nich o ile są poza polem mojej bytności (okrąg o średnicy 3m tak średnio) - a ja w te sieci jak ta idiotka idę bo jakoś naiwności wyzbyć się nie mogę. o ile łatwiej byłoby żyć bez nadziei że jest gdzieś to słońce...