środa, 4 sierpnia 2010
breath me
Sia - Breathe Me
Za�adowane przez: Sia. - Obejrzyj ostatnio promowane klipy wideo.
pomiędzy pudłami z puzzlami, których pewnie już nigdy nie ułożę
wśród stosów kartek z zapiskami wszystkich ważnych i nieważnych rzeczy
z książkami, które cały czas czekają na przeczytanie
przed wierszami, które jeszcze nie zdążyły dojrzeć
miałam zająć stanowisko wobec tych wszystkich głupot, które się teraz dzieją wokół pewnego krzyża... ale chyba nie mam siły się tu teraz rozdrabniać nad głupotą ludzką i uporem maniakalnym fanatycznych populistów... chyba właśnie zajęłam stanowisko...niechcący...całkowicie subiektywnie
out of order
niedziela, 1 sierpnia 2010
niebytność
kolejny przespany dzień, przeczłapany w pidżamie bez celu. przespałam prawie dwanaście godzin. coś leży na wątrobie. coś spokoju nie daje. myśli krążą po głowie. życie toczy się gdzieś obok. a ja jak w kinie widz oglądam przyglądam kontempluje... pluje.
dziwnie bywa.
dziwnie bywa.
piątek, 16 lipca 2010
a little unwell
jestem w kilku miejscach na raz, ale w żadnym już od jakiegoś czasu nie ma mnie całej.
agon rozpada się na drobne kawałeczki.
mieni się różnymi barwami. zwykłe szkiełko puszczające zajączki na ścianie.
zajmujące na tyle, by ukraść kilka sekund z uwagi kociej...
dla ludzi zbyt banalne.
agon rozpada się na drobne kawałeczki.
mieni się różnymi barwami. zwykłe szkiełko puszczające zajączki na ścianie.
zajmujące na tyle, by ukraść kilka sekund z uwagi kociej...
dla ludzi zbyt banalne.
środa, 7 lipca 2010
ty mnie do snu ukołysz...
dawno już mi się nic nie śniło. do wczoraj
niby nic, mała rzecz a jednak ucieszyło mnie to niezmiernie.
ale jak wszystko idzie dobrze to coś musi pójść źle.
no więc polazło, wywlokło ze mnie znowu marudę i zrzędliwą jędzę.
bo nie lubię, gdy się udaje, że jest dobrze, gdy dobrze nie jest.
i chętnie cofnęłabym się znów do wczoraj.
do uczucia ulgi, którą poczułam napełniając worek na śmieci rzeczami, które trzymało się „na wszelki wypadek”.
do poczucia wolności, niezależności gdy mogłam spędzić wieczór sącząc leniwie reeds'a (tak, bo u mnie tylko tak to można nazwać -nawet skończyć go nie mogłam - taka to ze mnie mocna głowa).
do uczucia gdy bez wyrzutu sumienia, że coś odkładam na jutro, mogłam położyć się spać grubo przed północą - co dla mnie jest rzeczą raczej niespotykaną, szczególnie przed końcem roku akademickiego.
do snu, który mimo swej dziwnej autentyczności, nie wzbudził żalu po przebudzeniu.
chciałabym wrócić do chwili, w której miałam w sobie wiarę, że mimo zła tego świata człowiek może odnosić swoje małe zwycięstwa, nawet te błahe.
teraz jestem po drugiej stronie lustra.
tu nie ma wiary w małe zwycięstwa, bo tu szczury wybiegły już w stronę mety i zżerają to, co po drodze napotkają. małe zwycięstwa są oznaką porażki w tym świecie.
znalazłam batonika w torebce, co niezmiernie mnie ucieszyło (czekolada może zdziałać cuda).
idę poszukać snu na dzisiaj.
niby nic, mała rzecz a jednak ucieszyło mnie to niezmiernie.
ale jak wszystko idzie dobrze to coś musi pójść źle.
no więc polazło, wywlokło ze mnie znowu marudę i zrzędliwą jędzę.
bo nie lubię, gdy się udaje, że jest dobrze, gdy dobrze nie jest.
i chętnie cofnęłabym się znów do wczoraj.
do uczucia ulgi, którą poczułam napełniając worek na śmieci rzeczami, które trzymało się „na wszelki wypadek”.
do poczucia wolności, niezależności gdy mogłam spędzić wieczór sącząc leniwie reeds'a (tak, bo u mnie tylko tak to można nazwać -nawet skończyć go nie mogłam - taka to ze mnie mocna głowa).
do uczucia gdy bez wyrzutu sumienia, że coś odkładam na jutro, mogłam położyć się spać grubo przed północą - co dla mnie jest rzeczą raczej niespotykaną, szczególnie przed końcem roku akademickiego.
do snu, który mimo swej dziwnej autentyczności, nie wzbudził żalu po przebudzeniu.
chciałabym wrócić do chwili, w której miałam w sobie wiarę, że mimo zła tego świata człowiek może odnosić swoje małe zwycięstwa, nawet te błahe.
teraz jestem po drugiej stronie lustra.
tu nie ma wiary w małe zwycięstwa, bo tu szczury wybiegły już w stronę mety i zżerają to, co po drodze napotkają. małe zwycięstwa są oznaką porażki w tym świecie.
znalazłam batonika w torebce, co niezmiernie mnie ucieszyło (czekolada może zdziałać cuda).
idę poszukać snu na dzisiaj.
niedziela, 27 czerwca 2010
quo vadis agon
zmiany są nieuniknione.
są jak najbardziej potrzebne, wiem, że one są przyczynkiem nauki, wiedzy, doświadczenia.
zmieniamy się.
zmiany dzieją się cały czas.
jestem teraz dalej niż dwie minuty temu. bliżej niż będę za nim skończę pisać to zdanie i postawię kropkę. dziennie przetwarzam ... miliony informacji. analizuję obrazy, dźwięki, zapachy i wszystkie inne bodźce. nie wszystkie świadomie, ale wszystkie tak na prawdę przechodzą przez moją głowę. jakby o tym tak pomyśleć niezły tam ruch w środku i ścisk po tylu latach przeżytych ;).
problem ze zmianami polega na tym, że o ile w jakimś stopniu możemy się ich spodziewać, o tyle ich skutki są nieprzewidywalne. można sobie zakładać określoną reakcję, ale nigdy nie będziemy mieć pewności, że akurat ona zaistnieje wskutek zmiany.
agon ma kwiatka. i publicznie deklaruje się o niego dbać. małymi kroczkami do celu.
agon nie wie gdzie dojdzie.
są jak najbardziej potrzebne, wiem, że one są przyczynkiem nauki, wiedzy, doświadczenia.
zmieniamy się.
zmiany dzieją się cały czas.
jestem teraz dalej niż dwie minuty temu. bliżej niż będę za nim skończę pisać to zdanie i postawię kropkę. dziennie przetwarzam ... miliony informacji. analizuję obrazy, dźwięki, zapachy i wszystkie inne bodźce. nie wszystkie świadomie, ale wszystkie tak na prawdę przechodzą przez moją głowę. jakby o tym tak pomyśleć niezły tam ruch w środku i ścisk po tylu latach przeżytych ;).
problem ze zmianami polega na tym, że o ile w jakimś stopniu możemy się ich spodziewać, o tyle ich skutki są nieprzewidywalne. można sobie zakładać określoną reakcję, ale nigdy nie będziemy mieć pewności, że akurat ona zaistnieje wskutek zmiany.
agon ma kwiatka. i publicznie deklaruje się o niego dbać. małymi kroczkami do celu.
agon nie wie gdzie dojdzie.
niedziela, 6 czerwca 2010
ludzie odchodzą.
można odchodzić z różnych powodów. ale to, co łączy wszystkie odejścia - to ich nieodwracalność. bo nawet jeżeli ktoś próbuje wrócić - to przecież nie jest to samo.
czasem powrotów po prostu nie ma.
można odchodzić z różnych powodów. ale to, co łączy wszystkie odejścia - to ich nieodwracalność. bo nawet jeżeli ktoś próbuje wrócić - to przecież nie jest to samo.
czasem powrotów po prostu nie ma.
poniedziałek, 24 maja 2010
ludożercy
dziwne to wszystko. dziwna ja.
czasem mówię szybciej niż myślę, a czasem myślę dłużej niż powinnam i zamiast wylać z siebie to co powinnam gnieżdżę w sobie, buduję w eseje, których nikt nigdy nie pozna.
czas moja tak samo codziennie: sen-praca-sen pięć dni w tygodniu plus dwa razy miesięcznie weekend sen-szkoła-sen. plus te same wymówki, te same błędy. samemu.
rozmawiam z ludźmi, nawet dość dużo (gadatliwa jestem, co na to poradzę), ale coraz częściej podpieram się historiami cudzymi, usłyszanymi, widzianymi. nie znam tych emocji, o których oni mówią. czytałam o nich, oglądałam w telewizji, nawet niejednokrotnie marzyłam o niektórych.
ludzie się bawią, kochają, realizują, kłócą, tęsknią, umierają - przeżywają. ja raczej przeżuwam. każdy dzień po kawałeczku. godzina po godzinie.
czasem nie jestem taka, jaka chcę. czasem świadomie rozpalam ogień - choć pouczam, że zapałkami nie wolno się bawić. znam swoje błędy, słabe strony ale mimo wszystko nadal je popełniam. dlaczego?
czasem mówię szybciej niż myślę, a czasem myślę dłużej niż powinnam i zamiast wylać z siebie to co powinnam gnieżdżę w sobie, buduję w eseje, których nikt nigdy nie pozna.
czas moja tak samo codziennie: sen-praca-sen pięć dni w tygodniu plus dwa razy miesięcznie weekend sen-szkoła-sen. plus te same wymówki, te same błędy. samemu.
rozmawiam z ludźmi, nawet dość dużo (gadatliwa jestem, co na to poradzę), ale coraz częściej podpieram się historiami cudzymi, usłyszanymi, widzianymi. nie znam tych emocji, o których oni mówią. czytałam o nich, oglądałam w telewizji, nawet niejednokrotnie marzyłam o niektórych.
ludzie się bawią, kochają, realizują, kłócą, tęsknią, umierają - przeżywają. ja raczej przeżuwam. każdy dzień po kawałeczku. godzina po godzinie.
czasem nie jestem taka, jaka chcę. czasem świadomie rozpalam ogień - choć pouczam, że zapałkami nie wolno się bawić. znam swoje błędy, słabe strony ale mimo wszystko nadal je popełniam. dlaczego?
Subskrybuj:
Posty (Atom)

