Dreams are renewable. No matter what our age or condition, there are still untapped possibilities within us and new beauty waiting to be born.

-Dale Turner-

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

what's up........

brak mi pasji. brak oddania, zatracenia w czymś po uszy. na razie przechadzam się w codzienności. przyjmuje kolor szarych ścian. straciłam z oczu cel. nie mam nawet pewności czy cel jakiś był. czy "długo i szczęśliwie" to w ogóle jakiś cel? nie mam planu.
zaczyna też do mnie docierać, że nie mam odwagi walczyć o swoje. nie umiem się upomnieć o swoje. nigdy nie byłam przebojowa czy zaskakująca, ale wydawało mi się, że mam większą siłę w walce. daleko mi do anioła, daleko do bezinteresownej dobroci. jestem przekonana wręcz, że bezinteresowność to pojęcie idealne, mityczne - piękna idea, do której się dąży, ale tak naprawdę nie ma możliwości osiągnięcia jej w pełni. o gwiazdach tak mówili. nie można ich sięgnąć, ale należy się wg nich kierować... czy jakoś tak. w każdym razie naiwność moja coraz bardziej mnie obnaża i gubi.i co raz bardziej mnie wkurza, ale wydaje mi się, że na razie nie będzie mnie stać na wyzbycie się jej.

sobota, 20 sierpnia 2011

i'm a creep, i'm a wierdo, what the hell i'm doin' here...

dziwny jest ten świat - śpiewał Czesław Niemen. jak różnie ludzie mogą postrzegać świat, jak różną hierarchię porządku świata mogą wyznawać. przeczytałam właśnie, że w meksyku trwa histeria z powodu braku wystarczającej ilości biletów na koncert Justina Bibera. Nastolatki są gotowe na seks w zmian za bilet... bez komentarza.
ludzie potrafią kłamać w żywe oczy, oszukiwać z uśmiechm an ustach, wykorzystać każdą słabość. nie rozumiem tego. może bawet nie samego zachowania (bo pobudki bywają różne, ale tego jak mogą potem dalej żyć sami z sobą. jak można świadomie wyrządzić komuś krzywdę?
naiwnie pytam? możliwe. zaczynamy znowu kampanię wyborczą - jakby mało było błota, pomyj i głupot na co dzień w debacie publicznej. teraz wszyscy szacują. kto wygra? kto zbuduje? kto wyciągnie większe haki?
zaczynam urlop, więc może uda mi się trochę poukładać na nowo w rzeczywistości.

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

czuję się matką rewolucji

realizacja planu pod kryptonimem "porządki" przebiega nad zwyczaj dobrze. moje zaangażowanie w tą akcje jest różnie postrzegane przez otoczenie - ale nadal uważam, że warto. mocne postanowienie niestety nie jest na tyle wytrwałe, żeby siły na porządkowanie zaoszczędzić na oszałamiającą organizację własnych pieleszy. dziś zebrałam się w sobie i zaczęłam, aczkolwiek ostatnie polepszenie pogody pozwoliło powrócić największemu memu wrogowi - robactwu. i tak właśnie komar (ogromny, przerażająco ogromniasty) zakłócił moją czystkę. swoją drogą, paradoksalnie, powinno to też zwiększyć motywację do organizacji czasu "popracowego" - mam zdecydowanie za dużo zakamarków gdzie to robactwo może się schować.

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

już był w ogródku...

no tak i wydawało mu się, że już już wita się z gąską. a tu klops...odroczenie... do 15 września. włosy z głowy chcę już rwać. kpina myślałam, że już wyżej nie wzleci. porzućcie płonne nadzieje.

piątek, 22 lipca 2011

przytul

poniedziałek, 4 lipca 2011

pójdę boso...

w wątpliwość poddaję
słuszność
istnienia dnia

choć bezsenna noc
ukojenia nie przynosi
mniej wymagająca jest

kotka w milczeniu
czmychająca
przed dźwiękami poranka




zeszyt pierwszymi słowy ochrzczony. pióro w gotowości.

w wątpliwość poddaję słuszność istnienia

nie wiem co jest nie tak. niby wszystko wydaje się być na swoim miejscu, niby wszystko zgodnie z ogólnie przyjętymi zasadami, a jednak...coś nie gra. coś wymknęło się bokiem, wygląda czasem na to, że przespałam jakiś istotny komunikat. jakby mi brakowało jakiejś wskazówki do rozwiązania jakiejś łamigłówki. chyba istotnej, raczej oczywistej, bo wydają się ją znać już wszyscy oprócz mnie.
czasem wydaje mi się, że mam w sobie za mało odwagi, czasem za mało zrozumienia, czasem wszystkiego mam po prostu za mało.
jestem zła na siebie, bo ostatnio spaprałam sobie parę rzeczy. przy niektórych sprzyjały okoliczności, do reszty przyczyniłam się dzielnie... samodzielnie.