można się z tego śmiać, można bagatelizować. ale ja wiem, że
nadchodzą…
ag nie lubić, bardzo nie lubić, w bliskim kontakcie (powiedzmy w zasięgu
wzroku – otwarta przestrzeń lub większe pomieszczenia; ewentualnie mniejsze
pomieszczenia zamknięte) ag
truchleje i
obawia się o stan swej psychiki. panikuję. lekko. chyba, że duży okaz (jak
widzę bez okularów znaczy jest duży) lub kilka okazów – wtedy panikuję mniej
lekko.
mowa o braciach naszych
mniejszych najmniejszych – dokładniej robactwie wszelkiej maści, w szczególności
pająkach (wiem, że pająki to pajęczaki - (
Arachnida) – gromada stawonogów
obejmująca przeszło 61 tys. gatunków sklasyfikowanych w 11 rzędach. Istnieją
dowody potwierdzające fakt, że pajęczaki istniały już 400 mln lat temu i były
pionierami życia na lądzie - z wikipedii toto). nie mam nic do nich personalnie, niechże sobie
żyją w spokoju i szczęśliwości tkając swe sieci – byle dalej od mnie. no bo co
im po sieci pomiędzy szafką na książki a ścianą? albo pod moim łóżkiem? he? cóż
to za życie w rogu futryny przy drzwiach wejściowych do mieszkania? wieje,
trzęsie, głośno – a i upolować coś ciężko. szczęśliwy ten dom gdzie pająki są –
nie wiem co to za durnowaty wymyślił, ja żądam dowodów empirycznych,
potwierdzenia w badaniach…
no więc ustalone – ja nie lubić pająków, wręcz się ich bać. dotarło? ale
atakują.
najpierw zaczęły mnie nachodzić w mych czterech ścianach słono opłacanych. były
próby oswojenia. naprawdę. ten pierwszy, co mieszkał między kaloryferem a
szafką z szufladą. taka trójkulczasta postać z długimi, chudymi nóżkami. poszłam
z nim na układ, mieliśmy taki mały deal. mówię mu –
słuchaj stary, ty sobie siedzisz tam, ja ci nie przeszkadzam, ty nie
przeszkadzasz mnie. będziemy żyć w zgodzie. milczenie wzięłam za aprobatę umowy.
no i nawet dwa dni się trzymał. trzeciego nie wytrzymał. ja też nie. a mogło być
tak przyjemnie i miło. ale postępowałam humanitarnie, znaczy współlokatorka ma
za nóżki wzięła i za próg mieszkania. ale na drugi dzień w tym samym kącie
pojawił się nowy lokator, nawet podobny do poprzednika – tylko większy. szafka ‘nieruszalna’
ze względu na połączenie stałe z dwiema innymi – pomiędzy szafką a ścianą
szczelina – zapewne jest ich więcej. było ich więcej. po każdym kolejnym
wyrzuconym przychodził następny – zawsze większy. Potem pojawił się jeden pod
szufladą. zakończyło się to generalnym remontem – znaczy wybebeszeniem
wszystkich szafek, przełożeniu mebli z jednej ściany na drugą (a to nie lada
wyczyn w tak małym pomieszczeniu – wymagało to likwidacji gniazdka
elektrycznego i trzech listw przypodłogowych). było już totalnie czysto i
okazało się, że między mechanizmem składającym wersalkę jest jeszcze jeden
chodonóżek. skończyło się na płytce antyrobaczkowej. pająki też mnie dzięki niej
już nie nękają więc znaczy, że to jednak robaczki.
w pracy nękają mnie mniej (pomieszczenie większe od mych czterech ścian),
aczkolwiek zdarza się że i tam straszą i są za blisko. a na pracach w terenie
to rzecz zrozumiała, że są.
mówią, że trzeba się zmierzyć ze strachem czasem nawet brutalnie kładąc
włochatego i wielkiego pająka na twarzy temu co się go boi. niech no tylko ktoś
spróbuje zrobić to mnie – a w ekspresowym tempie stanie się mym wrogiem nr 1. nie
radzę.
wieść o kolejnym końcu świata krąży ostatnio dość żywo w przestrzeni. podobno
jakieś wielkie fale. przeżyją nieliczni. ja nie umiem pływać więc wg znawców
tematu nie mam co liczyć na gwiazdkowe prezenty (najbliższa planowana data
końca świata to 21.12.2012). ale ja myślę, że to o falach to dla ściemy. żeby odwrócić
uwagę od prawdy.
najpierw niby nic, przecież to normalne że pająki oplatają całkowicie
miejskie budowle. a tu dziś czytam dalej, że jest ich więcej,
coraz więcej…
jeżeli pająki zaczynają się w twoim życiu pojawiać coraz częściej, to wiedz ... że coś się dzieje...