kiedyś mały bogdan biegał z piłką nożną i wołał do swojego pluszaka na bramce "a ty się misiek rzucaj!" i jeszcze bogdan mówił bankowy, ale nie ma to związku z niczym o czym chcę napisać. bardziej to rzucanie mnie interesuje. misiek jakoś niespecjalnie dawał radę, agon chyba też niedomaga w tej kwestii. więc się nie rzucam...
do czego to podobne, żeby być niezadowolonym z powodu własnego urlopu. taki paradoks jakiś. bo przecież jest dobrze. cieplutko, milusio, wstawać nie trzeba na gwizdek, można robić to, na co się ma ochotę i zawsze na to brakowało czasu. a teraz brakuje kopa.
ag nie powinien narzekać. ma co jeść, gdzie mieszkać, pracuje, postudiował sobie, zdrowie jakoś bardzo nie dręczy. a to że tęskni do człowieka jest nieistotnym szczegółem. bez człowieka można się obejść. wszystko jest ok.
poniedziałek, 5 listopada 2012
sobota, 27 października 2012
szalona ja - aga
mnie nie trzeba rozumieć, mnie trzeba kochać - tak kiedyś przy piwie i naleśnikach rzuciła madzizna. im dłużej się nad tym zastanawiam tym bardziej to do mnie dociera. trąca nami tyle rozterek, tyle niewiadomych. po co wiedzieć wszystko? czy rzeczywiście intencje i powody naszych działań mają znaczenie? przecież ostatecznie i tak liczy się decyzja, a nie środki ku niej wiodące. już nikt nie pamięta o motywach postępowania, ale gładko wszyscy rozliczają z osiągnięć... lub ich braku.
co zobowiązuje do kochania? co ma siłę do narzucenia komuś uczuć? człowiek się zmienia, okoliczności się zmieniają, uczucia też nabierają innej mocy. czy można kogoś zmusić do miłości na całe życie?
dzielę włos na czworo, rozważam wszystkie za i przeciw, próbuje przewidzieć każdą ewentualność by móc stawić jej czoło... po co? czasem przez głowę przeleci taka luźna myśl, szalona, wywołująca uśmiech zażenowania niekiedy... żeby pieprzyć te wszystkie zasady, protokoły, ustalenia nie wiadmo kogo... ruszyć intuicyjnie, zrobić coś wbrew zdrowemu rozsądkowi, dać się ponieść instynktom.
często ostatnio gadam z instynktami, rzekłabym nawet że prowadzimy prawdziwe debaty, gdzie za publiczność dość głośną robią sumienie, zdrowy rozsądek, drżące serducho i miliony myśli kudłatych...
nie wiem czy w tym wszystkim stać mnie na szaleństwo, ale nie przypominam sobie, żebym do tej pory kiedykolwiek tak bardzo pragnęła być zdolna do szaleństwa.
co zobowiązuje do kochania? co ma siłę do narzucenia komuś uczuć? człowiek się zmienia, okoliczności się zmieniają, uczucia też nabierają innej mocy. czy można kogoś zmusić do miłości na całe życie?
dzielę włos na czworo, rozważam wszystkie za i przeciw, próbuje przewidzieć każdą ewentualność by móc stawić jej czoło... po co? czasem przez głowę przeleci taka luźna myśl, szalona, wywołująca uśmiech zażenowania niekiedy... żeby pieprzyć te wszystkie zasady, protokoły, ustalenia nie wiadmo kogo... ruszyć intuicyjnie, zrobić coś wbrew zdrowemu rozsądkowi, dać się ponieść instynktom.
często ostatnio gadam z instynktami, rzekłabym nawet że prowadzimy prawdziwe debaty, gdzie za publiczność dość głośną robią sumienie, zdrowy rozsądek, drżące serducho i miliony myśli kudłatych...
nie wiem czy w tym wszystkim stać mnie na szaleństwo, ale nie przypominam sobie, żebym do tej pory kiedykolwiek tak bardzo pragnęła być zdolna do szaleństwa.
zimno
jesiennie ugrzęzłam znowu. ugrzęzłam w tych liściach po pachy. grunt chwieje mi się pod nogami. nie mam żadnego stałego punktu zaczepienia. nie mam nawet ruchomego takiego punktu.
dopada mnie to coraz częściej - milkną głosy wokoło i pojawia się ta straszna świadomość bycia tu i teraz. kto nie ryzykuje ten nie pije szampana - tak to leciało? tylko dla mnie cały czas ten strach przed porażką jest silniejszy. nie umiem zaufać.
a dziś spadł już śnieg. kolejna zima. mnie i bez tego zimno.
dopada mnie to coraz częściej - milkną głosy wokoło i pojawia się ta straszna świadomość bycia tu i teraz. kto nie ryzykuje ten nie pije szampana - tak to leciało? tylko dla mnie cały czas ten strach przed porażką jest silniejszy. nie umiem zaufać.
a dziś spadł już śnieg. kolejna zima. mnie i bez tego zimno.
niedziela, 14 października 2012
zawartość aga w agu
staram się być najlepszym człowiekiem jakim potrafię być. co nie znaczy, że nie mam na karku całego worka wad, które ujawniają się wcześniej czy później. są dni kiedy siebie nie lubię, kiedy następuje wielka kumulacja i nacechowanie negatywne we mnie wzrasta i robię same głupoty... wtedy się nie lubię i najchętniej zakopałabym się gdzieś w jakiejś dziurze i poczekała aż świat i ja o wszystkim zapomnimy.
na całe szczęście, choć trudno mi w to często uwierzyć, pomimo tego całego bagażu jaki nosimy ze sobą - są dookoła nas ludzie, którzy mimo wszystko są przy nas. możemy na nich liczyć. i myślę sobie, że czasem nie zdajemy sobie sprawy jak wiele takich osób wokół siebie mamy.
dzięki serdeczne za wszystko, co dobre... za wszystko w ogóle. gęba mi się cieszy do wczoraj.
nie wszystkie agi we mnie są mi znane. cały czas się siebie uczę, bo sama siebie też potrafię zaskoczyć. ta aga od uczuć ostatnio ostro ze mną igra - rzuca mi wyzwania różnej postaci. nie wszystkie swoje reakcje rozumiem, do nie wszystkich potrafię się przyznać nie tylko przed innymi ale i przed samą sobą. ale to ja. to ja tam krzyczę, złoszczę się, płaczę i się śmieję. to byłam ja i jestem ja cały czas choć na przestrzeni czasu różnię się od siebie całkiem sporo. ale to ten sam ag tylko z różnych stron, pod różnym kątem oglądany.
na całe szczęście, choć trudno mi w to często uwierzyć, pomimo tego całego bagażu jaki nosimy ze sobą - są dookoła nas ludzie, którzy mimo wszystko są przy nas. możemy na nich liczyć. i myślę sobie, że czasem nie zdajemy sobie sprawy jak wiele takich osób wokół siebie mamy.
dzięki serdeczne za wszystko, co dobre... za wszystko w ogóle. gęba mi się cieszy do wczoraj.
nie wszystkie agi we mnie są mi znane. cały czas się siebie uczę, bo sama siebie też potrafię zaskoczyć. ta aga od uczuć ostatnio ostro ze mną igra - rzuca mi wyzwania różnej postaci. nie wszystkie swoje reakcje rozumiem, do nie wszystkich potrafię się przyznać nie tylko przed innymi ale i przed samą sobą. ale to ja. to ja tam krzyczę, złoszczę się, płaczę i się śmieję. to byłam ja i jestem ja cały czas choć na przestrzeni czasu różnię się od siebie całkiem sporo. ale to ten sam ag tylko z różnych stron, pod różnym kątem oglądany.
czwartek, 11 października 2012
nienasycenie
W tym wielkim świecie, w tej pogrążonej teraz w ciemności połówce globu,
muszę upolować coś, co żywi się łzami.
Thomas Harris
ot co. jesienne klimaty nie sprzyjają agonowemu nastrojowi. łapię łapczywie chwile podszyte dreszczem, które z trudem wyłuskuje z szarej niewiadomej. a ona uwodzi cały czas chochlikami w oczach. wbrew zdrowemu rozsądkowi chcę więcej.
muszę upolować coś, co żywi się łzami.
Thomas Harris
ot co. jesienne klimaty nie sprzyjają agonowemu nastrojowi. łapię łapczywie chwile podszyte dreszczem, które z trudem wyłuskuje z szarej niewiadomej. a ona uwodzi cały czas chochlikami w oczach. wbrew zdrowemu rozsądkowi chcę więcej.
wtorek, 2 października 2012
just hold me and don't let go
powróciło napięcie nieznane. powróciło kolejny raz kopać po żołądku. wprawiać w zadumę i zmuszać do stawiania pytań. chwyta się agon płonnych nadziei by zaraz potem rzucić nimi o ścianę, zaprzeczyć samej sobie.
LADY ANTEBELLUM can't take my eyes off you
I know that the bridges that I’ve burned along the way
Have left me with these walls and these scars that won’t go away
And opening up has always been the hardest thing until you came
So lay here beside me, just hold me and don’t let go
This feelin’ I’m feelin’ is somethin’ I’ve never known
And I just can’t take my eyes off you
And I just can’t take my eyes off you
I love when you tell me that I’m pretty when I just wake up
And I love how you tease me when I’m moody but it’s never too much
I’m falling fast but the truth is I’m not scared at all, you climbed my walls
So lay here beside me, just hold me and don’t let go
This feelin’ I’m feelin’is somethin’ I’ve never known
And I just can’t take my eyes off you
And I just can’t take my eyes off you
agon przeprowadzony (z pomocą kilku wspaniałych) i już teraz w nowych czterech ścianach się mości. miejmy nadzieję, że się wygodnie umości. i przytulnie, że będzie.
LADY ANTEBELLUM can't take my eyes off you
I know that the bridges that I’ve burned along the way
Have left me with these walls and these scars that won’t go away
And opening up has always been the hardest thing until you came
So lay here beside me, just hold me and don’t let go
This feelin’ I’m feelin’ is somethin’ I’ve never known
And I just can’t take my eyes off you
And I just can’t take my eyes off you
I love when you tell me that I’m pretty when I just wake up
And I love how you tease me when I’m moody but it’s never too much
I’m falling fast but the truth is I’m not scared at all, you climbed my walls
So lay here beside me, just hold me and don’t let go
This feelin’ I’m feelin’is somethin’ I’ve never known
And I just can’t take my eyes off you
And I just can’t take my eyes off you
agon przeprowadzony (z pomocą kilku wspaniałych) i już teraz w nowych czterech ścianach się mości. miejmy nadzieję, że się wygodnie umości. i przytulnie, że będzie.
poniedziałek, 10 września 2012
aga ma kota
czarna kicia przydreptała pod venowe wrota jeszcze przed końcem mojego urlopu.. przybyła i została. dali pić, jeść i zrobili posłanko. nawet jakieś zabaweczki towarzystwo wymyśliło. i kicia przyzwyczaiła się do nas. kicała po stolach i biurkach klikając tylko sobie znane skróty klawiaturowe na naszych komputerkach. znalazła się właścicielka kici ale ta czmychnęła do nas z powrotem. była ściepa na jedzonko i weta. kicia okazała się ledwo 6-7 tygodniową kotką, zaświerzbioną na maksa. ale dajemy radę. czyścimy, maściujemy i... zdrowiejemy.
ponieważ jednak robi się nocami coraz chłodniej baliśmy się o kotkę, która na noc i na weekendy lądowała w garażu. koniec końców - kotka trafiła do mnie. na razie na przechowanie - bo łucko zapowiedział, że weźmie. jakby co mam i kolejnych chętnych - właścicieli Gapy. kicia jest boska od samego początku i jest moim typem kota - czarniutka, milutka, jedyna. ufna - czego nie było przy naszym Lucku, który długo oswajał się z nowym. grzeczna- załatwia się do kuwetki ZAWSZE - co dla mnie stanowi totalną nowość (;p). zostawiona sama sobie - śpi. w ciągu 3 dni była ze mną w czterech miejscach. i jest coś magicznego w chwili kiedy to małe stworzonko wtula się w ciebie ze wszystkich sił (swoich czterech małych nieporadnych łapek) i zaczyna mruczankę tuląc się do snu. gdy ktoś cię obdarza takim zaufaniem, że pozwala sobie przy tobie zasnąć... jest to największy dar jaki możesz otrzymać. i nieważne wtedy staje się, że twój ostatni porcelanowy anioł stracił skrzydełko (się przykeli); że wstajesz 4 razy w nocy, bo "dziecko" się budzi i zaczyna harcować; że twój nos jest zatkany na maksa i oczy łzawią (ag alergik koci - niestety); że masz pozaciągane skarpetki, spodnie, bluzki i swetry a ręce i nogi wyglądają jakbyś tarzała się w drutach kolczastych (kicia wspinia się po tobie jak tarzan i ostrzy pazurki) - to wszystko jest nieważne kiedy ona przychodzi i wtulając się niezdarnie w ciebie - zasypia.
poza tym ag przeprowadza się. idziemy na większe, wyższe i tańsze.
koty jednak przynoszą szczęście - no niech ktoś mi powie, że nie...
ponieważ jednak robi się nocami coraz chłodniej baliśmy się o kotkę, która na noc i na weekendy lądowała w garażu. koniec końców - kotka trafiła do mnie. na razie na przechowanie - bo łucko zapowiedział, że weźmie. jakby co mam i kolejnych chętnych - właścicieli Gapy. kicia jest boska od samego początku i jest moim typem kota - czarniutka, milutka, jedyna. ufna - czego nie było przy naszym Lucku, który długo oswajał się z nowym. grzeczna- załatwia się do kuwetki ZAWSZE - co dla mnie stanowi totalną nowość (;p). zostawiona sama sobie - śpi. w ciągu 3 dni była ze mną w czterech miejscach. i jest coś magicznego w chwili kiedy to małe stworzonko wtula się w ciebie ze wszystkich sił (swoich czterech małych nieporadnych łapek) i zaczyna mruczankę tuląc się do snu. gdy ktoś cię obdarza takim zaufaniem, że pozwala sobie przy tobie zasnąć... jest to największy dar jaki możesz otrzymać. i nieważne wtedy staje się, że twój ostatni porcelanowy anioł stracił skrzydełko (się przykeli); że wstajesz 4 razy w nocy, bo "dziecko" się budzi i zaczyna harcować; że twój nos jest zatkany na maksa i oczy łzawią (ag alergik koci - niestety); że masz pozaciągane skarpetki, spodnie, bluzki i swetry a ręce i nogi wyglądają jakbyś tarzała się w drutach kolczastych (kicia wspinia się po tobie jak tarzan i ostrzy pazurki) - to wszystko jest nieważne kiedy ona przychodzi i wtulając się niezdarnie w ciebie - zasypia.
poza tym ag przeprowadza się. idziemy na większe, wyższe i tańsze.
koty jednak przynoszą szczęście - no niech ktoś mi powie, że nie...
Subskrybuj:
Posty (Atom)




