Dreams are renewable. No matter what our age or condition, there are still untapped possibilities within us and new beauty waiting to be born.

-Dale Turner-

czwartek, 11 października 2012

nienasycenie

W tym wielkim świecie, w tej pogrążonej teraz w ciemności połówce globu, 
muszę upolować coś, co żywi się łzami.
Thomas Harris


ot co. jesienne klimaty nie sprzyjają agonowemu nastrojowi. łapię łapczywie chwile podszyte dreszczem, które z trudem wyłuskuje z szarej niewiadomej. a ona uwodzi cały czas chochlikami w oczach. wbrew zdrowemu rozsądkowi chcę więcej.

wtorek, 2 października 2012

just hold me and don't let go

powróciło napięcie nieznane. powróciło kolejny raz kopać po żołądku. wprawiać w zadumę i zmuszać do stawiania pytań. chwyta się agon płonnych nadziei by zaraz potem rzucić nimi o ścianę, zaprzeczyć samej sobie.

LADY ANTEBELLUM can't take my eyes off you

I know that the bridges that I’ve burned along the way 
Have left me with these walls and these scars that won’t go away 
And opening up has always been the hardest thing until you came
 
So lay here beside me, just hold me and don’t let go  

This feelin’ I’m feelin’ is somethin’ I’ve never known 
And I just can’t take my eyes off you 
And I just can’t take my eyes off you
 
I love when you tell me that I’m pretty when I just wake up 

And I love how you tease me when I’m moody but it’s never too much
I’m falling fast but the truth is I’m not scared at all, you climbed my walls
 
So lay here beside me, just hold me and don’t let go 

This feelin’ I’m feelin’is somethin’ I’ve never known 
And I just can’t take my eyes off you 
And I just can’t take my eyes off you 



agon przeprowadzony (z pomocą kilku wspaniałych) i już teraz w nowych czterech ścianach się mości. miejmy nadzieję, że się wygodnie umości. i przytulnie, że będzie. 

poniedziałek, 10 września 2012

aga ma kota

czarna kicia przydreptała pod venowe wrota jeszcze przed końcem mojego urlopu.. przybyła i została. dali pić, jeść i zrobili posłanko. nawet jakieś zabaweczki towarzystwo wymyśliło. i kicia przyzwyczaiła się do nas.  kicała po stolach i biurkach klikając tylko sobie znane skróty klawiaturowe na naszych komputerkach. znalazła się właścicielka kici ale ta czmychnęła do nas z powrotem. była ściepa na jedzonko i weta. kicia okazała się ledwo 6-7 tygodniową kotką, zaświerzbioną na maksa. ale dajemy radę. czyścimy,  maściujemy i... zdrowiejemy.
ponieważ jednak robi się nocami coraz chłodniej baliśmy się o kotkę, która na noc i na weekendy lądowała w garażu. koniec końców - kotka trafiła do mnie. na razie na przechowanie - bo łucko zapowiedział, że weźmie. jakby co mam i kolejnych chętnych - właścicieli Gapy. kicia jest boska od samego początku i jest moim typem kota - czarniutka, milutka, jedyna. ufna - czego nie było przy naszym Lucku, który długo oswajał się z nowym. grzeczna- załatwia się do kuwetki ZAWSZE - co dla mnie stanowi totalną nowość (;p). zostawiona sama sobie - śpi. w ciągu 3 dni była ze mną w czterech miejscach. i jest coś magicznego w chwili kiedy to małe stworzonko wtula się w ciebie ze wszystkich sił (swoich czterech małych nieporadnych łapek) i zaczyna mruczankę tuląc się do snu. gdy ktoś cię obdarza takim zaufaniem, że pozwala sobie przy tobie zasnąć... jest to największy dar jaki możesz otrzymać. i nieważne wtedy staje się, że twój ostatni porcelanowy anioł stracił skrzydełko (się przykeli); że wstajesz 4 razy w nocy, bo "dziecko" się budzi i zaczyna harcować; że twój nos jest zatkany na maksa i oczy łzawią (ag alergik koci - niestety); że masz pozaciągane skarpetki, spodnie, bluzki i swetry a ręce i nogi wyglądają jakbyś tarzała się w drutach kolczastych (kicia wspinia się po tobie jak tarzan i ostrzy pazurki) - to wszystko jest nieważne kiedy ona przychodzi i wtulając się niezdarnie w ciebie - zasypia.






poza tym ag przeprowadza się. idziemy na większe, wyższe i tańsze.
koty jednak przynoszą szczęście - no niech ktoś mi powie, że nie...

wtorek, 28 sierpnia 2012

arachnofobia


można się z tego śmiać, można bagatelizować. ale ja wiem, że nadchodzą…

ag nie lubić, bardzo nie lubić, w bliskim kontakcie (powiedzmy w zasięgu wzroku – otwarta przestrzeń lub większe pomieszczenia; ewentualnie mniejsze pomieszczenia zamknięte) ag  truchleje i obawia się o stan swej psychiki. panikuję. lekko. chyba, że duży okaz (jak widzę bez okularów znaczy jest duży) lub kilka okazów – wtedy panikuję mniej lekko.  mowa o braciach naszych mniejszych najmniejszych – dokładniej robactwie wszelkiej maści, w szczególności pająkach (wiem, że pająki to pajęczaki - (Arachnida) – gromada stawonogów obejmująca przeszło 61 tys. gatunków sklasyfikowanych w 11 rzędach. Istnieją dowody potwierdzające fakt, że pajęczaki istniały już 400 mln lat temu i były pionierami życia na lądzie - z wikipedii toto). nie mam nic do nich personalnie, niechże sobie żyją w spokoju i szczęśliwości tkając swe sieci – byle dalej od mnie. no bo co im po sieci pomiędzy szafką na książki a ścianą? albo pod moim łóżkiem? he? cóż to za życie w rogu futryny przy drzwiach wejściowych do mieszkania? wieje, trzęsie, głośno – a i upolować coś ciężko. szczęśliwy ten dom gdzie pająki są – nie wiem co to za durnowaty wymyślił, ja żądam dowodów empirycznych, potwierdzenia w badaniach…

no więc ustalone – ja nie lubić pająków, wręcz się ich bać. dotarło? ale atakują.
najpierw zaczęły mnie nachodzić w mych czterech ścianach słono opłacanych. były próby oswojenia. naprawdę. ten pierwszy, co mieszkał między kaloryferem a szafką z szufladą. taka trójkulczasta postać z długimi, chudymi nóżkami. poszłam z nim na układ, mieliśmy taki mały deal. mówię mu – słuchaj stary, ty sobie siedzisz tam, ja ci nie przeszkadzam, ty nie przeszkadzasz mnie. będziemy żyć w zgodzie. milczenie wzięłam za aprobatę umowy. no i nawet dwa dni się trzymał. trzeciego nie wytrzymał. ja też nie. a mogło być tak przyjemnie i miło. ale postępowałam humanitarnie, znaczy współlokatorka ma za nóżki wzięła i za próg mieszkania. ale na drugi dzień w tym samym kącie pojawił się nowy lokator, nawet podobny do poprzednika – tylko większy. szafka ‘nieruszalna’ ze względu na połączenie stałe z dwiema innymi – pomiędzy szafką a ścianą szczelina – zapewne jest ich więcej. było ich więcej. po każdym kolejnym wyrzuconym przychodził następny – zawsze większy. Potem pojawił się jeden pod szufladą. zakończyło się to generalnym remontem – znaczy wybebeszeniem wszystkich szafek, przełożeniu mebli z jednej ściany na drugą (a to nie lada wyczyn w tak małym pomieszczeniu – wymagało to likwidacji gniazdka elektrycznego i trzech listw przypodłogowych). było już totalnie czysto i okazało się, że między mechanizmem składającym wersalkę jest jeszcze jeden chodonóżek. skończyło się na płytce antyrobaczkowej. pająki też mnie dzięki niej już nie nękają więc znaczy, że to jednak robaczki.
w pracy nękają mnie mniej (pomieszczenie większe od mych czterech ścian), aczkolwiek zdarza się że i tam straszą i są za blisko. a na pracach w terenie to rzecz zrozumiała, że są.
mówią, że trzeba się zmierzyć ze strachem czasem nawet brutalnie kładąc włochatego i wielkiego pająka na twarzy temu co się go boi. niech no tylko ktoś spróbuje zrobić to mnie – a w ekspresowym tempie stanie się mym wrogiem nr 1. nie radzę.

wieść o kolejnym końcu świata krąży ostatnio dość żywo w przestrzeni. podobno jakieś wielkie fale. przeżyją nieliczni. ja nie umiem pływać więc wg znawców tematu nie mam co liczyć na gwiazdkowe prezenty (najbliższa planowana data końca świata to 21.12.2012). ale ja myślę, że to o falach to dla ściemy. żeby odwrócić uwagę od prawdy.
najpierw niby nic, przecież to normalne że pająki oplatają całkowicie miejskie budowle. a tu dziś czytam dalej, że jest ich więcej, coraz więcej

jeżeli pająki zaczynają się w twoim życiu pojawiać coraz częściej, to wiedz ... że coś się dzieje...

wtorek, 21 sierpnia 2012

kiedy płaczę to się staję deszczem i jestem*

agon dziś dostał linka i się zauroczył tym dziwnym tworem (i bałaganem w tle). mam podobne odczucia jak przy oglądaniu once (reż. John Carney, 2006). taki.. naturalny, nieskażony liftingiem marketingowym.
ładne toto, gęba mi się śmieje tudzież wzrusza - zależy czego akurat słucha.
cieszy, że tacy ludzie gdzieś tam są i tworzą... robią swoje.

domowe melodie - północ to ta liryczna strona akurat, ale oni mają tam tego więcej.

*domowe melodie "tak dali"

niedziela, 19 sierpnia 2012

zbesztany

beszt.
z góry na dół. wiem, że słuszny. sama czasem ze sobą nie wytrzymuję więc co tu się dziwić innym.
nie wiem czego chcę, zabawy w kotka i myszkę są bardzo wyczerpujące. szczególnie, że ag nie wie czy nie bawi się sam ze sobą.
urlop. duży potencjał czasu... do zmarnowania. no to jedziemy.

wtorek, 14 sierpnia 2012

I'm still here in my prozac dreams*

działa to zaskakująco dobrze i sprawnie. człowiek budzi się rankiem, widzi w lustrze swoją twarz, odczuwa każdym porem skóry warunki otoczenia - czasem ciepełko a czasem deszcz. maszyna rusza w codziennych trybach pracy - krok za krokiem, oddech za oddechem, myśl za myślą.
jestem.
tylko gdzie i po kiego grzyba.
w ciągu dnia tryby maszyny współpracują z innymi, śmigają normy na akordy. ale w którymś momencie zostajesz sam, wszyscy dookoła już śpią a Ty jak ten głupi nie możesz. nie możesz bo masz za dużo w sobie. nawkładałeś za dużo w kieszenie marzeń, skumulowałeś kupony na wielką wygraną - znowu pomyliłeś liczby. nie kumasz tej układanki, nie masz klucza. wiesz że gdzieś jest ten haczyk, tylko Ty nie możesz znaleźć. jak długo Ty potrafisz udawać, że Ci nie zależy na tym wszystkim. że to przecież głupie mrzonki bez których można się obejść? jak długo jesteś w stanie okłamywać samego siebie i przymykać na to oko? jak długo jesteś w stanie wierzyć w happy end?
to nie ta bajka koorva.

* riverside - voices in my head