plątam sznurki
w głowie
widzimisie
tkam
ze skazą prawdopodobiństwa
nabieram się
nadziejnie
w sidełka
wroga
ramiona rozkładam
czekam
środa, 25 sierpnia 2010
czwartek, 12 sierpnia 2010
and say 'hello'...
ludzie są raczej nienormalni.
choć może to raczej ta "nienormalność" jest normą i dlatego tak wszystko źle się składa, bo porównujemy nie z tym wzorcem, z którym trzeba.
rzeczy niemożliwe z niebywałą łatwością wślizgują się do życia codziennego, rzeczy wydawałoby się z porządku dziennego przeradzają się w niezwykle rzadkie zjawiska. jak to rozgryźć?
velvet underground
if you close the door
one, two, three
If you close the door
the night could last for ever
leave the sunshine out and say 'hello' to never
all the peolple are dancing and they're having such fun
I wish it could happen to me
but if you close the door
I'll never have to see the day again
if you close the door
the night could last for ever
leave the wineglass out
and drink a toast to never
Oh! someday I know someone will look into my eyes
and say 'hello'
you are my very special one
but if you close the door
I'll never have to see the day again
Dark cloudy bars
Shiny Cadillac cars
and the people are in subways and trains
looking grey under rain as they stand disarrayed
all the people look over in the dark
and if you close the door
the night could last for ever
leave the sunshine out and say 'hello' to never
all the peolple are dancing and they're having such fun
I wish it could happen to me
'cause if you close the door
I'll never have to see the day again
I'll never have to see the day again
once more
I'll never have to see the day again
choć może to raczej ta "nienormalność" jest normą i dlatego tak wszystko źle się składa, bo porównujemy nie z tym wzorcem, z którym trzeba.
rzeczy niemożliwe z niebywałą łatwością wślizgują się do życia codziennego, rzeczy wydawałoby się z porządku dziennego przeradzają się w niezwykle rzadkie zjawiska. jak to rozgryźć?
velvet underground
if you close the door
one, two, three
the night could last for ever
leave the sunshine out and say 'hello' to never
all the peolple are dancing and they're having such fun
I wish it could happen to me
but if you close the door
I'll never have to see the day again
if you close the door
the night could last for ever
leave the wineglass out
and drink a toast to never
Oh! someday I know someone will look into my eyes
and say 'hello'
you are my very special one
but if you close the door
I'll never have to see the day again
Dark cloudy bars
Shiny Cadillac cars
and the people are in subways and trains
looking grey under rain as they stand disarrayed
all the people look over in the dark
and if you close the door
the night could last for ever
leave the sunshine out and say 'hello' to never
all the peolple are dancing and they're having such fun
I wish it could happen to me
'cause if you close the door
I'll never have to see the day again
I'll never have to see the day again
once more
I'll never have to see the day again
środa, 4 sierpnia 2010
breath me
Sia - Breathe Me
Za�adowane przez: Sia. - Obejrzyj ostatnio promowane klipy wideo.
pomiędzy pudłami z puzzlami, których pewnie już nigdy nie ułożę
wśród stosów kartek z zapiskami wszystkich ważnych i nieważnych rzeczy
z książkami, które cały czas czekają na przeczytanie
przed wierszami, które jeszcze nie zdążyły dojrzeć
miałam zająć stanowisko wobec tych wszystkich głupot, które się teraz dzieją wokół pewnego krzyża... ale chyba nie mam siły się tu teraz rozdrabniać nad głupotą ludzką i uporem maniakalnym fanatycznych populistów... chyba właśnie zajęłam stanowisko...niechcący...całkowicie subiektywnie
out of order
niedziela, 1 sierpnia 2010
niebytność
kolejny przespany dzień, przeczłapany w pidżamie bez celu. przespałam prawie dwanaście godzin. coś leży na wątrobie. coś spokoju nie daje. myśli krążą po głowie. życie toczy się gdzieś obok. a ja jak w kinie widz oglądam przyglądam kontempluje... pluje.
dziwnie bywa.
dziwnie bywa.
piątek, 16 lipca 2010
a little unwell
jestem w kilku miejscach na raz, ale w żadnym już od jakiegoś czasu nie ma mnie całej.
agon rozpada się na drobne kawałeczki.
mieni się różnymi barwami. zwykłe szkiełko puszczające zajączki na ścianie.
zajmujące na tyle, by ukraść kilka sekund z uwagi kociej...
dla ludzi zbyt banalne.
agon rozpada się na drobne kawałeczki.
mieni się różnymi barwami. zwykłe szkiełko puszczające zajączki na ścianie.
zajmujące na tyle, by ukraść kilka sekund z uwagi kociej...
dla ludzi zbyt banalne.
środa, 7 lipca 2010
ty mnie do snu ukołysz...
dawno już mi się nic nie śniło. do wczoraj
niby nic, mała rzecz a jednak ucieszyło mnie to niezmiernie.
ale jak wszystko idzie dobrze to coś musi pójść źle.
no więc polazło, wywlokło ze mnie znowu marudę i zrzędliwą jędzę.
bo nie lubię, gdy się udaje, że jest dobrze, gdy dobrze nie jest.
i chętnie cofnęłabym się znów do wczoraj.
do uczucia ulgi, którą poczułam napełniając worek na śmieci rzeczami, które trzymało się „na wszelki wypadek”.
do poczucia wolności, niezależności gdy mogłam spędzić wieczór sącząc leniwie reeds'a (tak, bo u mnie tylko tak to można nazwać -nawet skończyć go nie mogłam - taka to ze mnie mocna głowa).
do uczucia gdy bez wyrzutu sumienia, że coś odkładam na jutro, mogłam położyć się spać grubo przed północą - co dla mnie jest rzeczą raczej niespotykaną, szczególnie przed końcem roku akademickiego.
do snu, który mimo swej dziwnej autentyczności, nie wzbudził żalu po przebudzeniu.
chciałabym wrócić do chwili, w której miałam w sobie wiarę, że mimo zła tego świata człowiek może odnosić swoje małe zwycięstwa, nawet te błahe.
teraz jestem po drugiej stronie lustra.
tu nie ma wiary w małe zwycięstwa, bo tu szczury wybiegły już w stronę mety i zżerają to, co po drodze napotkają. małe zwycięstwa są oznaką porażki w tym świecie.
znalazłam batonika w torebce, co niezmiernie mnie ucieszyło (czekolada może zdziałać cuda).
idę poszukać snu na dzisiaj.
niby nic, mała rzecz a jednak ucieszyło mnie to niezmiernie.
ale jak wszystko idzie dobrze to coś musi pójść źle.
no więc polazło, wywlokło ze mnie znowu marudę i zrzędliwą jędzę.
bo nie lubię, gdy się udaje, że jest dobrze, gdy dobrze nie jest.
i chętnie cofnęłabym się znów do wczoraj.
do uczucia ulgi, którą poczułam napełniając worek na śmieci rzeczami, które trzymało się „na wszelki wypadek”.
do poczucia wolności, niezależności gdy mogłam spędzić wieczór sącząc leniwie reeds'a (tak, bo u mnie tylko tak to można nazwać -nawet skończyć go nie mogłam - taka to ze mnie mocna głowa).
do uczucia gdy bez wyrzutu sumienia, że coś odkładam na jutro, mogłam położyć się spać grubo przed północą - co dla mnie jest rzeczą raczej niespotykaną, szczególnie przed końcem roku akademickiego.
do snu, który mimo swej dziwnej autentyczności, nie wzbudził żalu po przebudzeniu.
chciałabym wrócić do chwili, w której miałam w sobie wiarę, że mimo zła tego świata człowiek może odnosić swoje małe zwycięstwa, nawet te błahe.
teraz jestem po drugiej stronie lustra.
tu nie ma wiary w małe zwycięstwa, bo tu szczury wybiegły już w stronę mety i zżerają to, co po drodze napotkają. małe zwycięstwa są oznaką porażki w tym świecie.
znalazłam batonika w torebce, co niezmiernie mnie ucieszyło (czekolada może zdziałać cuda).
idę poszukać snu na dzisiaj.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


